dżinge ol te łej. oł łot fan its is tu ride. in e łan hors ołpen slej. dzingu bels dżingu bels. dżinge ol te łej. oł łot fan its is tu ride. in e łan hors ołpen slej. umiem tylko tą piewsza . :) dalej musiałabym pomyśleć, ale mi sie nie chce . :P. Synteza mowy działa poprzez zainstalowanie aplikacji takiej jak Speechify na urządzeniu lub jako rozszerzenie do przeglądarki. AI skanuje słowa na stronie i czyta je na głos bez żadnych opóźnień. Możesz spersonalizować głos, zmieniając akcent lub język, a nawet zwiększyć lub spowolnić tempo mówienia. Przetłumacz i napisz jak się czyta 2013-03-07 20:05:09; Przetłumacz tekst. 2012-12-17 15:39:18; Prosze przetłumacz na polskie i napisz jak się czyta. 2013-01-29 17:00:28; Przetłumacz i napisz jak cię czyta! 2013-02-05 18:02:06; Przetłumacz i napisz jak się czyta:) 2013-04-21 15:23:45; Napisz jak się czyta tekst piosenki honey 2011-12 Moglibyście mi napisać jak to się czyta ? Chodzi mi tylko o to co jest pogrubione . A: Good afternoon. May I help you? B: Good afternoon. I booked a table for two three days ago. A: Your name madam/sir? B: AB A: Oh, yes. Table number six by the window. This way please. B: All right then. Could I have the menu please? A Czy ktoś napisze mi cały tekst piosenki Green day Viva la gloria tak jak sie czyta? 2010-06-07 20:43:41; Jak się czyta tekst tej piosenki? 2011-07-04 17:15:33; Tekst piosenki, jak się czyta? 2009-04-24 22:01:32; Jak czyta się tekst tej piosenki? 2010-10-18 19:41:10; Jak się czyta cały tekst piosenki Seleny Gomez Love You Like A Love Song Prócz tego: popularne przysłowia o książkach. Mam nadzieję, że każdy znajdzie tu coś dla siebie, a poniższe cytaty będą służyć inspiracji, refleksji oraz uśmiechowi. Kto wie: może zachęcą Was do częstszego sięgania po lekturę. „Czytamy książki, aby dowiedzieć się, kim jesteśmy i kim możemy się stać”. Ursula Le Guin. Była zabawa, a ku naszemu zdziwieniu okazało się, że nasz synek czyta. Metoda sylabowa była wykorzystywana podczas naszych zabaw. Opis całej metody znajdziecie tu. Nie chcę Was zanudzać naukowym wpisem, chcę pokazać jak my korzystaliśmy z tej metody niekiedy nawet pomijając pewne etapy. Wszystko zależy od nas i od zaangażowania Tekst piosenki: LUI: Felicità. è tenersi per mano andare lontano. la felicità. è il tuo sguardo innocente in mezzo alla gente. la felicità. è restare vicini come bambini la felicità, felicità. LEI: Felicità. Jak sprawić, by mój iPhone odczytywał tekst na głos? Czytaj tekst na pełnym ekranie. Metoda 1: Poproś Siri o przeczytanie całego tekstu na ekranie, na przykład powiedz Czytaj ekran. Metoda 2: przesuń dwoma palcami w dół od góry ekranu w dół. Pojawią się wtedy elementy sterujące, aby zatrzymać, przewinąć do przodu lub Alfabet rosyjski - cyrylica. Alfabet Samogłoski Spółgłoski dźwięczne i bezdźwięczne Spółgłoski nosowe i szeleszczące Znaki ь, ъ. Alfabet rosyjski, inaczej cyrylica, składa się z 33 liter: - 10 samogłosek (w tym 4 tzw. jotowane е, ё, ю, я) - 21 spółgłosek. - dwa znaki: miękki ь i twardy ъ. fimwhHE. zapytał(a) o 18:48 Tekst piosenki jak się to czyta? I saw him dancin' there by the record machine,I knew he must have been about beat was goin' strong playin' my favourite I could tell it wouldn't be long till he was with me,Yeah me, and I could tell it wouldn't be long till he wasWith me. Yeah me - singin' To pytanie ma już najlepszą odpowiedź, jeśli znasz lepszą możesz ją dodać 1 ocena Najlepsza odp: 100% Najlepsza odpowiedź aj soł hiim dencin der baj de rekord maszinaj niuł hi mast hef bin ebołt sewentinde bit łos gołin sczrong plejin maj fejwrit songend aj kuld tel t łuldnt bi logn til hi łos łit mije mi end aj kuld tel it łulndt bi long til hi łosłit mi je mi singin :dpo mojemu xd Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub Moja nauczycielka, pani Gorham, powiedziała kiedyś, że każda historia powinna mieć intrygujący początek. Na przykład taki:Staliśmy i patrzyliśmy, jak laboratorium staje w mogłem siedzieć bezczynnie, gdy chmara gigantycznych owadów pożerała naszą tym razem nie będzie aż tak porywającego wstępu. Tamtego dnia poszedłem do biblioteki. Wybrałem się tam dlatego, że była sobota i nikt nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi. Ani mama, ani tata, ani starsza siostra, ani nawet mój młodszy braciszek. A już na pewno nie mój starszy brat, Jackson. Ostatnie zdanie jest w pewnym sensie podchwytliwe. Prawda jest taka, że dziewięć miesięcy temu Jackson uciekł z domu. Nie chciałem na początku ujawniać tego faktu. Myślałem, że zachowam go w tajemnicy i wyciągnę go na światło dzienne w jakimś dramatycznym momencie – tadam! – ale bardzo tego nie lubię w innych opowieściach. Nie. Mój brat uciekł z domu i nikt nie miał zielonego pojęcia, gdzie się w znacznym stopniu wyjaśnia, dlaczego nikt nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi. No, a teraz wracamy do nie, momencik. Zanim opowiem, co się wydarzyło w bibliotece, powinienem się wielu książkach główny bohater ma oryginalne, warte zapamiętania imię. Na przykład Scout albo Katniss Everdeen, albo Matylda Wormwood. Ja nie mam takiego szczęścia. Nazywam się po prostu Hartley. Hartley Joshua Staples. Nie jesteśmy bogaci. Jesteśmy typową rodziną z klasy średniej. A raczej, jak mawia tata, jesteśmy p o r z ą d n ą rodziną z klasy średniej. Sam nie wiem, dlaczego uważa, że to brzmi myślicie, że teraz powiem wam coś ciekawego o sobie: jaką muzykę udostępniam, jakie mam problemy w szkole albo że podoba mi się dziewczyna z długimi włosami, która siedzi w ławce przede mną na ale szanujmy się, okej?A teraz naprawdę wracamy do publiczna w Whirton jest wielkości domku kempingowego. Może dlatego, że kiedyś to b y ł taki domek. Biblioteka pierwotnie mieściła się w piwnicach ratusza, ale w 2017 roku nasze miasto nawiedziła Wielka Ulewa – przynajmniej ja tak nazywam to wydarzenie – i piwnice zostały zalane. Wszystkie książki uległy zniszczeniu. Władze miasta doszły wówczas do wniosku, że piwnica to nie jest najlepsze miejsce na polegał na tym, że miasto nie miało pieniędzy na wybudowanie prawdziwej biblioteki. I w tym momencie na scenie pojawia się George myśleliście, że na tym etapie ewolucji gatunku ludzkiego zdążyliśmy już zapomnieć o instytucji miejscowego dziwaka. Otóż nic z tych rzeczy. Prawdę mówiąc, w naszym mieście jest ich całkiem sporo. George Smythe jest emerytowanym listonoszem i jak najbardziej czynnym wynalazcą. Kiedyś wierzył, że każdy może zbudować lepszą i tańszą rakietę niż Amerykanie, Rosjanie czy Chińczycy. Dlatego też sprzedał wszystko, co posiadał, łącznie z domem, żeby kupić części do swojej rakiety, a następnie przeprowadził się do starego domku kempingowego na opuszczonej naprawdę zbudował rakietę. Na pierwszy rzut oka była zaskakująco podobna do silosu na zboże. Wokół podstawy Smythe przymocował beczki na olej, a czubek zrobił z zespawanych drzwi samochodowych. Miejscowym radnym bardzo zależało, żeby nasze miasto zasłynęło na świecie, ale nie chcieli, żebyśmy stali się pośmiewiskiem. Zwołali pilne zebranie, by przedyskutować, jak można powstrzymać George’a Smythe’a, by nie odpalił swojej rakiety. George jednak dowiedział się o zebraniu i zakusach radnych. Tej samej nocy podpalił to nie pomyłka. Rakieta Smythe Galaxy One miała lont jak petarda. I tak też właśnie wyleciała w górę. Odpadł jej czubek, a ze środka wydobyły się przepiękne fajerwerki. A na koniec całość powaliła George’a. Spadające iskry spowodowały pożar, w którym spłonęły pobliski drewniany płot i kurnik. Przez miesiąc w całym mieście unosił się zapach pieczonego Smythe’owi postawiono zarzut narażenia bezpieczeństwa publicznego czy jakoś tak, ale niedoszły wynalazca postanowił zamieszkać u siostry i obiecał, że to się więcej nie powtórzy, więc skończyło się na grzywnie. Przez jakiś czas nie chciał jej zapłacić, ale w końcu zgodził się przekazać miastu swój domek kempingowy, który po tym wszystkim nie był mu już potrzebny. Resztę już znacie. Władze miasta przeniosły domek w pobliże straży pożarnej i urządziły tam bibliotekę, znaną też jako Miejsce, Gdzie Umierają miasteczku Whirton nie przywiązywano wielkiej wagi do czytania książek. Dlatego też roczny budżet dla biblioteki wynosił... zero. To oznacza, że zbiory pochodziły wyłącznie z darowizn od ludzi, którzy oddawali stare, niepotrzebne książki. W ten sposób biblioteka dorobiła się całego regału romansów w miękkich okładkach, drugiego regału z kryminałami opartymi na faktach, a także kolekcji czasopism dla przedsiębiorców pogrzebowych. Wśród zbiorów nie było ani jednej książki Charlesa Dickensa, Rowling czy czy owak, była sobota, a ja nie miałem nic lepszego do roboty, więc poszedłem pieszo do biblioteki. Kiedy wszedłem do środka, usłyszałem, że ktoś mnie woła z zaplecza. Dawniej mieściła się tam sypialnia George’a Smythe’a.– Ricky Stackhouse, czy to ty?– Niestety nie, pani Scheer.– Bo jeśli to ty, Ricky, to masz przetrzymaną książkę o pszczelarstwie!– Nie, pani Scheer. To Hartley Scheer stanęła w drzwiach. Przypuszczam, że chciała się upewnić, że to na pewno nie Ricky Stackhouse podający się niecnie za Hartleya Staplesa. Na szyi miała zawieszone okulary, choć bibliotekarki na świecie zarzuciły już ten zwyczaj, bo wszyscy się z tego śmiali. Pani Scheer była ostatnim takim przypadkiem.– Jesteś pewien? – zapytała. – Wyglądasz zupełnie jak Ricky.– On jest rudy. I dobre piętnaście centymetrów wyższy ode mnie.– To jak zobaczysz Ricky’ego Stackhouse’a, powiedz mu, że w tej chwili to nasza jedyna książka o pszczelarstwie i ma ją oddać. – Oczywiście, przekażę. Mogę się rozejrzeć?– Zapraszam. Pan Andruszko właśnie przekazał pudło książek. Znasz może język ukraiński?Zaprzeczyłem, na co pani Scheer tylko pokręciła głową, jakby chciała powiedzieć: czego oni was w tych szkołach uczą? Ponieważ biblioteka nie dostawała żadnych środków od miasta, pani Scheer również pracowała tu jako wolontariuszka. Kiedyś była psią fryzjerką, ale po jakimś czasie dostała uczulenia na teraz na zaplecze, a ja zacząłem rozglądać się po regałach. Najpierw podszedłem do półki z powieściami dla młodzieży. Liczyłem na to, że być może znajdę jakąś książkę opowiadającą o czymś innym niż o dziecku, któremu umiera matka, ojciec czy dziewczyna albo którego matka, ojciec czy dziewczyna zamienili się w wtedy coś przykuło moją to jest wreszcie ten intrygujący moment, więc możecie sobie wyobrazić jednej książki wystawała karteczka. Wyglądała jak rożek pocztówki lub kartki z życzeniami urodzinowymi. Nie zastanawiając się wiele, wyjąłem rzeczywiście miała kształt i rozmiar pocztówki. Widniały na niej obrazki i słowa, które razem tworzyły coś na kształt kolażu. Nie był to jednak oryginał z ponaklejanymi fragmentami o różnych fakturach, lecz prawdopodobnie się bacznie obrazkowi, jak gdyby to była co najmniej Mona Lisa. Uważnie czytałem napisane na niej słowa, jak gdyby wyszły spod pióra wielkiego poety, jak Yeats czy Emily Dickinson. (No dobra, nie czytałem wierszy żadnego z tych dwojga, ale przynajmniej wiem, że byli znakomitościami). Zastanowiło mnie tylko to: kto tak nienawidzi flag? Jedna powiewała nad naszą szkołą, dwie nad ratuszem i kolejna nad urzędem była jeszcze flaga na domu pana Honegger pochodzi ze Szwajcarii. Chyba tęskni za ojczyzną, bo parę lat temu postawił sobie na trawniku słup, a na nim zawiesił wielką flagę Szwajcarii. Każdego ranka wychodzi przed dom w szlafroku i kaloszach, by wciągnąć ją na maszt, a wieczorem ją ściąga – w tym samym stroju, który uzupełnia dodatkowo plastikowym hełmem strażackim. Czasami przychodzą okoliczne dzieciaki, by oglądać ten rytuał. Ale przynajmniej pan Honegger niczego nie wysadził w powietrze. Wracając do osoby, która napisała tę wiadomość: dlaczego miałaby się sprzeciwiać flagom? I wtedy do głowy przyszło mi pewne słowo. A n a r c h i s t a. Albo jakoś tak. Ale wiedziałem, co to znaczy. To taki buntownik albo po prostu staroświecki sobie też o jeszcze jednej fladze, na której widniało godło szkolnej drużyny piłkarskiej, czyli Whirton Warriors: lew z tarczą i włócznią. Jak się nad tym dobrze zastanowić, nie ma to zbytniego sensu, bo przecież kiedyś ludzie polowali na lwy właśnie włóczniami. W zeszłym roku mój brat Jackson zabrał mnie na mecz tej drużyny. Dla ucznia szkoły podstawowej to było nie lada przeżycie. Na trybunach było pełno rozemocjonowanych kibiców, dwie drużyny zacięcie ze sobą walczyły, a my z bratem zagrzewaliśmy ich do gry i zajadaliśmy się popcornem. Kiedy w końcu Warriors zdobyli punkt (tak się to chyba mówi), poderwaliśmy się gwałtownie, wysypując przy tym popcorn na siedzących przed nami ludzi. Była kupa śmiechu. Jackson obiecał, że w tym roku też zabierze mnie na mecz. Ale tego nie jak już wiecie, uciekł z może autor tej karteczki nie lubi futbolu. Ale na pewno l u b i piratów. A to akurat zabawne. No, może nie aż tak, jeśli mówi się o prawdziwych współczesnych piratach grasujących na Oceanie Indyjskim lub niedaleko wybrzeży Singapuru, ale zdecydowanie fajne, jeśli mamy na myśli Kapitana Haka z Piotrusia Pana, Kapitana Cruncha z pudełka płatków śniadaniowych albo te koszmarne filmy z serii Piraci z kto napisał tę karteczkę, prawdopodobnie myślał o właśnie t a k i c h piratach. Co jeszcze zwróciło moją uwagę? W lewym rogu kartki zauważyłem dwie litery. Na początku wydawało mi się, że to słowo, ale potem dostrzegłem kropkę po każdej literze: Skojarzyłem, że to mogą być inicjały (może autora karteczki?). W takim razie dlaczego ktoś zapisał je małymi literami?Może z tego samego powodu, dla którego nie lubi flag. Może nie chce pozować na ważniaka. A poza tym rezygnacja z wielkich liter jest awangardowa – tak robił poeta cummings. A jego twórczość akurat znam!Właściwie uznałem, że karteczka jako taka jest całkiem fajna. I ciekawa. Włożyłem ją do tylnej kieszeni dżinsów.– Dziękuję bardzo, pani Scheer! – zawołałem. – Do widzenia!– Pamiętaj, żeby przypomnieć Ricky’emu Stackhouse’owi o książce o pszczelarstwie!Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki Nie będę udawać, że mogę pisać dziś o czymś innym niż powrót mojego osobistego mójcionego podróżnika. Dziś dzień radości! Nie widzieliśmy się dwa miesiące, choć oczywiście jesteśmy w ciągłym kontakcie. Nie o czas tu jednak chodzi. Współczesna technika jest taka, że nie istnieje przeszkoda odległości. W czasie rzeczywistym można się kontaktować, wystarczy mieć dostęp do sieci. Kiedy szłam spać, codziennie mówiłam mężowi mejlowo dobranoc (ok. północy), a on, gdy budził się mniej więcej o tej samej godzinie (u niego 7 rano), mówił mi dzień dobry. Nie o technikę tu jednak chodzi. Dzięki temu, że również spędziłam w Japonii parę chwil, łatwiej mi zrozumieć jego odczucia i przeżycia. Inaczej, już to wiem, nie byłabym tak empatyczna, nie pojmując i nie czując tego, o czym on pisze. Ryszard Kapuściński w "Podróżach z Herodotem" zanotował: Istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej. Ja czuję, że taki wirus zawładnął Robertem. Jeśli tak - czeka nas zmiana. Jakaś zmiana. Jak (pewnie) każdy boję się zmian, choć wiem, że w biegu życia bezustannie ich doświadczamy. Wynikają one z naszych wyborów lub jesteśmy nimi zaskakiwani bez naszego udziału i zgody. Zmiany dzieją się wciąż, w każdej chwili, czy tego chcemy, czy nie. Przecież wszystko wokół nas bezustannie się zmienia. Podróże za każdym razem dają mi coś nowego, zarówno w spojrzeniu na świat, jak i w ocenie ludzi. Pod kątem obserwacyjnym zupełnie zmieniają perspektywę. Podróże mają magiczną moc uzdrawiania duszy i zdecydowanie pomagają zdystansować się do problemów dnia codziennego. Nie rozwiązują ich bezpośrednio, jednak pomagają przewartościować i spojrzeć na nie jakby z drugiego brzegu rzeki. Te dwie ostatnie złote myśli to Martyna Wojciechowska. I to o to mi chodzi. Nie da się już żyć jak dawniej, mając tę zmienioną perspektywę. Oczywiście można żyć lepiej, pełniej, ale trzeba będzie od nowa dostosować swój krok do siebie nawzajem. I iść najlepiej w tym samym kierunku. Oboje mamy trochę tremy... Dobrze, że te dwa miesiące już dziś się kończą. Wystarczy. Cieszę się, że Robert wraca. Ostatni tydzień był już dla mnie niespodziewanie trudny. Nagle wpadłam w dołek samotności, pustki, bezsensu i snułam się bezproduktywnie po domu jak dusza potępiona. Po raz pierwszy od kilku lat żałowałam, że coś się stało z anteną i nie mogę oglądać telewizji. Nadal nie wiem co dalej... Oklapłam, spuściłam powietrze. Odchorowuję po swojemu pustkę w kocim psedskolu. Płótno, które kupiłam na japoński obraz, leży i jest deformowane przez chodzące po nim koty. Moje cele zblakły. Czekam. Zamroziłam się w tym oczekiwaniu. Czuję się jak Alicja w Krainie Czarów. Trochę to demonizuję, wiem, mimo to rozmyślam wciąż o tym, co czeka nas za rogiem... – Czy nie mógłby pan mnie poinformować, którędy powinnam pójść? – mówiła dalej. – To zależy w dużej mierze od tego, dokąd pragnęłabyś zajść – odparł Kot-Dziwak. – Właściwie wszystko mi jedno. – W takim razie również wszystko jedno, którędy pójdziesz. – Chciałabym tylko dostać się dokądś – dodała Alicja w formie wyjaśnienia. – Ach, na pewno tam się dostaniesz, jeśli tylko będziesz szła dość długo. (L. Carroll "Alicja w Krainie Czarów".) Alicja się w końcu obudziła, to i dla mnie jest szansa... Wczoraj we Wrocławiu padało, wiało, deszcz lał się strumieniami, zwierzaki nie wychodziły do ogrodu. Też czekajo! Wszystkie fotki są pstryknięte w ciągu 5 minut. Ja pisałam ten tekst, a one... Stefcia oczywiście zaraz za mną poszła, lubi mi towarzyszyć. Oj, Łysa, śpię, nie przeszkadzaj! Dziś przed północą się doczekajo! Wy też, w ramach solidarności, czekacie? :) Śledzę lot online: